Blog > Komentarze do wpisu
Kochany wnusio
W przeciwieństwie do przedszkola, którego niemal od pierwszego dnia nie darzyłem specjalną estymą (powodów mógłbym podać wiele), bardzo lubiłem przebywać z obydwiema moimi babciami. Z jedną (mamą mojej mamy) to nawet mieszkałem pod jednym dachem, a z drugą (jak łatwo się domyślić - mamą mojego ojca) dość często się widywałem. Mieszkała bowiem troszeczkę ponad kilometr ode mnie, w domu, którego sam dzisiaj jestem właścicielem i nosiła okazałe miano "drugiej babci" (co nie znaczy, że mniej ważnej). "Druga babcia" była przykładem klasycznej teściowej dla swojej synowej. Niemal do końca życia ich wzajemne relacje miały w sobie tyle ciepła, że określenie "zimna wojna" byłoby zdecydowanym przegięciem w kierunku tropików. Pogodziły się i pokochały niesamowitą miłością na rok przed jej śmiercią. "Kochany wnusio", czyli ja, swoje też dołożył do tej zimnej wojny i to nie raz zapewne. Pamiętam kilka takich sytuacji, gdy, niechcący rzecz jasna, wkierowywałem moją matkę na pole minowe, z któego z wielkim tylko trudem potrafiła się wykaraskać. Mojej babci nie sposób było bowiem wytłumaczyć, że to co mówię nie zostało we mnie wpojone przez mamę, tylko sam się nauczyłem. Razu pewnego, a chodziłem już wówczas do przedszkola, odprowadzaliśmy wraz z mamą babcię, która przyszła nas odwiedzić, do bramy. Przy pożegnaniu wnusio kochany uraczył babunię słowami: "Do widzenia głupia Gienia", co w babci, nomen omen noszącej szlachetne imię Genowefa (skąd niby miałęm to wiedzieć?), wywołała lekki atak furii kończący się pytaniem: "A kóż to cię tego nauczył?!". Bardzo kochałem swoją mamą i przy każdej sposobności starałem się udowodnić jaka to ona jest piękna i mądra więc odpowiedziałem, że: "Mama!!". Tym razem babcię mało szlag nie trafił... Mamę z resztą też, bo jak teraz miała się wytłumaczyć, że z przedszkola to przyniosłem? Ani mama nie potrafiła się wytłumaczyć, ani jej teściowa zrozumieć. Wojna na całego... Rok później. Pierwszy raz w życiu byłem wówczas na pogrzebie. Chowali do grobu takiego młodego żołnierza, któego czołg spadł był z mostu do rzeki. Żywo zainteresowany całą tą imprezą (w końcu wcześniej nigdy czegoś takiego nie widziałem), odpytałem mamę o szczegóły (dlaczego go zakopują, czemu nie żyje...). Pech chciał, że tego samego dnia po południu babunia przyszłą do nas w odwiedziny, a ja nie omieszkałem pochwalić się przed nią nowo nabytą wiedzą, pytając na końcu: "Babciu, to kiedy ty w końcu umrzesz?". Babccia słysząc te pytanie, o mało co nie umarła już wtedy (kolejny napad furii...), a mama znó dostała za nie swoje (a może swoje, bo na cholerę mi wszystko tłumaczyła?) I kilka jeszcze innych numerów, któe sprowadzały relacje pomiędzy tymi kobietami na próg wojny nuklearnej wycięłem do czasu zanim babcia nie dorobiłą się wnuków od drugiego swego syna, który z nią mieszkał. Wówczas zrozumiała, że to niekoniecznie jej synowe namawiają dzieci, żeby podnosiły babci ciśnienie, tylko to przyrodzona natura takich maluchów. I to by było na razie na tyle.
niedziela, 23 stycznia 2005, cyberski
Komentarze
Gość: sheena, 213.195.159.16*
2005/01/24 07:19:43
więc mówisz, że dzieci tak zwyczanie mają ;)
-
2005/01/27 19:39:02
Sliczne te Twoje opowiastki.Czysta radosc zycia.Prosze o kontynuacje.Serdecznie pozdrawiam!
-
Gość: AnkaU, nat-240-147.man.bydgoszcz.pl
2005/02/12 20:42:46
ja wyjdę tylko za sierotę ;) nie chcę teściowej :P
-
2005/02/24 21:32:40
babcie tak mają....

novy.blox.pl
-
Gość: AnkaU, nat-240-147.man.bydgoszcz.pl
2005/03/14 18:47:14
napisz coś na miasteczku też...
-
2005/04/29 08:21:34
trafiłam przez przypadek, ale jak się ubawiłam:-)
hehs, córeczka mojej kuzynki, gdy miała chyba z 3 latka, została przedstawiona szefowi mamusi. (ps. mamusia za szefem nie przepadała i opowiadała w domu różne rzeczy, które mała oczywiście podchwyciła, jak to już bywa...;-)). Gdy szef mamusi śmiał się z siebie tylko znanego żartu, mała wypaliła: "i z czego rżysz koniu?". hehe, teraz sie z tego śmieje, ale mojej kuzynce do śmiechu nie było:-)

pozdrawiam
-
Gość: andro76, kaszmir.sti.net.pl
2005/11/27 11:15:51
No tak, dzieci są do bólu szczere. Kiedy ja miałam może lat 6 i cięzkie były u nas czasy. Sam pamietasz ze w sklepach pustki, co mozna było nabyć w ogromych ilosciach to ocet. To że miałam wtedy słodycze to dzięki moi 2 babciom. Jedna przywoziła je z NRF(czyt. EFU) druga natomiast zakupywała w Pewex-ie. Niestety ta babcia ktora przywoziła z NRF słodycze, nie była sprawiedliwa, bo nigdy tez nie dzieliła słodyczy tak samo miedzy wnukami, tym wybranym wnukom dawała wiecej. Mnie natomiast, by zagłuszyc sumienie od czasu do czasu podsuwała czekolade popularną ktorą nawet pies nie chciał jeść. Więc pewnego dnia , moja cierpliwosc sie skonczyła... Przyjechała do mnie babcia i powiedziała mi że mam sprawdzic w jej torebce bo chyba wziela dla mnie czekolade, ale nie była pewna. Odpowiedziałam " Babciu nie, nie bede sprawdzac i sie męczyć by znowu dostac te paskudną gorzką czekolade, ja jem czekolady tylko i wyłącznie z Pewexu". Afera była więc na całego.

No i napisze Ci jeszcze co opowiedziała i kiedyś oja ś.p tesciowa....
Moja tesciowa, nie zyła w zgodzie ze swoją tesciową. Tesciowa tesciowej(tiaaa) uwazała ze jej synalek jest wyjatkowy we wszystkim. Nie było ważne ze był utrzywany przez małzonkę. Moja tesciowa pracowała utrzymywała męża a tesciowa Jej potrafiła w zywe oczy powiedzieć,że marna z Niej gospodyni bo nie potrafi utrzymac sie od 1-ego do 1-ego. Awantury byly cały czas kiedy tylko były zbyt blisko siebie. Tesciowa mojej tesciowej potrafiła powiedziec w zywe oczy ze jest szmatą, ktora nie dba o siebie bo ma poprutą spódnice ( mimo iz taka była moda :P frędzelki na brzegu spodnicy). Moj mąż miał wtedy 3 lata i wrocił od babci. Moja tesciowa w tym czasie prasowała, spojrzał na mame i pyta: "Mama, Ty jestes kvrwa"? o mało by koszule nie spaliła... i od tego czasu moja tesciowa przestałą rozmawiac ze swoją tesciową......
Pozdrawiam:)


P.Ś
Adres do mnie: www.andro76.blog.pl